TOYOTA OSTRO O ELEKTRYKACH. JEDEN ZANIECZYSZCZA śRODOWISKO TAK JAK TRZY HYBRYDY

Choć większość producentów coraz mocniej stawia na rozwój gamy swoich pojazdów elektrycznych, Toyota nadal podchodzi do elektromobilności z dystansem. Co więcej, zdaniem byłego dyrektora generalnego Akio Toyody elektryki są znacznie gorsze dla środowiska niż hybrydy.

Toyota od dawna krytycznie wypowiada się na temat samochodów elektrycznych, jednocześnie wiernie trzymając się idei rozwoju aut hybrydowych. Zresztą wystarczy spojrzeć na portfolio producenta, by dojść do takiej właśnie konkluzji. W gamie samochodów osobowych marki dostępny jest aktualnie tylko jeden elektryk, czyli bZ4X (wkrótce dołączy do niego wersja Touring), a także dwa użytkowe modele Proace i Proace Max. W przypadku Lexusa oferta elektryków jest równie skromna - klienci mogą zamówić SUV-a RZ, a w niedalekiej przyszłości nową generację sedana ES. 

Akio Toyoda, wnuk założyciela japońskiego koncernu, aktualny przewodniczący zarządu koncernu i były dyrektor generalny, wielokrotnie krytykował nachalne promowanie i upowszechnianie elektromobilności. Zmuszanie wszystkich na przesiadkę do elektryków wcale nie zmieni oblicza planety, a z pewnością odbije się negatywnie na przemyśle motoryzacyjnym, w którym to zatrudnione są miliony osób. Co więcej, biznesmen wprost stwierdził, że elektryki są zdecydowanie bardziej szkodliwe dla środowiska niż hybrydy.

Toyota sceptyczna co do elektromobilności. Elektryki z trzykrotnie wyższą emisją niż hybrydy

Jak stwierdził Toyoda, z punktu widzenia środowiskowego samochody elektryczne wbrew pozorom wcale nie są tak ekologiczne, a co więcej, zdecydowanie odbiegają pod względem emisji od pojazdów hybrydowych. Jego zdaniem elektryki generują trzykrotnie więcej dwutlenku węgla niż standardowe hybrydy. "Gdybyśmy wyprodukowali dziewięć milionów elektryków w Japonii, to w rzeczywistości zwiększyłoby to emisję dwutlenku węgla, a nie ją zmniejszyło" - stwierdził biznesmen cytowany przez serwis Motor1. Jak jednak podkreśla, japońska energetyka oparta jest głównie na paliwach kopalnych — elektrociepłownie odpowiadają za produkcję ok. 70 proc. energii elektrycznej. 

Skąd jednak Toyoda wziął owe liczby? Otóż od 1997 roku koncern wyprodukował już 27 mln sztuk modelu Prius, a więc pierwszej globalnie dostępnej hybrydy. Jak więc wynika z rachunków biznesmena, hybrydy te mają taki sam ślad węglowy jak dziewięć milionów całkowicie elektrycznych pojazdów, co w uproszczeniu oznacza, że jeden elektryk jest tak samo szkodliwy jak trzy hybrydy. Co więcej, jak już zostało to wspomniane, różnice te są jeszcze wyższe, jeżeli uwzględnimy fakt, że większość energii elektrycznej pochodzi ze spalania węgla i gazu. 

Toyota sceptyczna co do elektryków. Przygotowuje się jednak na każdy scenariusz

Japoński koncern, mimo iż jest nastawiony krytycznie względem elektromobilności, dość ostrożnie stawia kroki i rozwija się w każdym możliwym kierunku. Na wszelki wypadek zamierza nieco rozszerzyć gamę modeli elektrycznych. Oprócz bZ4X Touring, a także ósmej już generacji Lexusa ES, pierwszy raz w wariancie elektrycznym, koncern zamierza wprowadzić na rynek m.in. niewielkiego elektrycznego SUV-a Urban Cruiser.

Tak ostrożna polityka względem elektryków wynika wprost z rynkowych przewidywań koncernu. Akio Toyoda swojego czasu stwierdził, że udział pojazdów elektrycznych w rynku nie przekroczy nigdy 30 proc., a branża powinna skupić się na rozwoju aut hybrydowych oraz paliwach syntetycznych, jak również nie zapominać o autach wodorowych. Oczywiście wiele do powiedzenia w tej kwestii mają politycy, którzy najwidoczniej nie liczą się z rynkowymi danymi, ani stanowiskiem obywateli. 

2025-06-10T10:33:00Z